|
niedziela, 18 października 2009
meterko, starbucks i calan calder
i sernik z jagodami na topie..łakocie
środa, 14 października 2009
w prawo
no i właśnie trzeba patrzeć w prawo jak się stoi na pasach..bo ktoś głupi wymyślił w tym śmiesznym kraju że jeździ się po drugiej stronie, w drugą stronę, do góry nogami i bez sensu. Więc ja ciągle patrzę w lewo i dzięki temu pan zatrzymał się 1 cm przed moim kolanem.. ale się zatrzymał więc wrócę o dwóch kolanach..hurrraa :)
niedziela, 11 października 2009
ewka w londyńku
na taki własnie tytuł powinien ten blog chwilowo przeskoczyć..ale że się nie da.. to pod tym adresem pozowle sobie kontynuowac moje włajaże, które sobie wymarzę. Otóż stało się tak, że zaitałam na chwil kilka do tego jakże intereującego mieściwa. A poniżej kęs dokumentacji fotograficznej małej tyskiej podróżniczki.
Apończycy, Angliczanie, Hiszpańczycy i inne nacje na ganku National Gallery.
w tej właśnie galerii można sobie zakupić Van Gogha z odrywanym uchem... Krew się nie leje bo na szczęście ucho zainstalowane jest na rzepie. Więc można sobie ucho wyrywać do woli oczywiście przezywając przy tym artystyczne uniesienia. polecam
środa, 24 czerwca 2009
maturzyści
tak w Danii świętują maturzyści.. Po egzaminach cała klasa wynajmuje sobie taki samochód. Jeżdżą po mieście i sie cieszą. Codziennie odwiedzają tym samochodem domy rodziców. Wpadają, imprezują z rodzicką , jezą piją lulki palą i jadą do następnych. I tak przez jakieś dwa tygodnie.. me osobiście lajk :)
wtorek, 12 maja 2009
moda na monocyklu
![]() od czasu mojego niewesołego wypadku rowerowego..kiedy to sobie z niego zleciałam, wyladaowalam w szpitalu ze wstrzasem mózgu i dostałam gips na prawą łapę...od tego czasu właśnie nie ufam rowerom ani innym jednośladom...!!! dlatego i teraz przesiadłam sie na nowowść!..oczywiście tez sobie ją znalazłam.... ten pojazd kiedy mknie zapewne zostawia ze trzy ślady....
wtorek, 28 kwietnia 2009
Kobenhavn - czyli port kupiecki(?)
w skrócie: 500 tys mieszkańców, 40 km do Malmo, transport miejski -rewelacja..ale niestety drogi, że aż miło.. przykładowo..bilet na jedną 'zonę' kosztuje 7 zł..czyli jeżeli nie mieszkasz w samym centrum..a dajmy na to w odległości takiej jak krakowskie podgórze od centrum- to kasujesz 3 zony - czyli 21 zł za jedną wycieczkę ..smacznego jednym słowem.. jest instytut Nielsa Bohra - pana od pierwiastka ( to dla chemików i fizyków i/lub kujonów:), jest jak mozna przypuszczać pałac królowej strzeżony przez panow w czapie z futra ( troche podobni do angielskich), jest tez muzeum Thordvaldsena - czyli duńskiego rzeźbiarza który to zawitał do Polski, żeby wyrzeżbić pomnik księcia Józefa Poniatowskiego ( założę się że wpadł też na pierogi z cebulą! ale nie dam głowy, że te z Iwonicza), mieszkał tu sobie również Soren Kirkegaard- ponoć jeden z prekursorów filozofii egzystencjalistycznej, zwany 'Sokratesem północy'.. przez lat 19 mieszkał tu także Andersen..może nawet po sąsiezki z panem Jornem Utzonem- kreatorem słynnej opery w Sydney
![]() dworzec centralny..troche milszy niż ten w Karowicach na przykład:D.. ![]() dworcowa martwa natura o szumnym tytule : hydrant i dwójka jego śmieci
piątek, 24 kwietnia 2009
Beeny i Lasse Bosse i Ole
Duńczycy tak jak i Polacy maja standardowe nazwiska przechodzące z pokolenia na pokolenie w linii męskiej.Końcówka 'sen' jest trochę odpowiednikiem polskich nazwisk kończących się na 'cki albo ski'.W Polsce nazwiska takie pojawiają se może u co piątego Polaka. Tutaj jednak pojawiają się u 'co każdego' duńczyka. Wzięło się to stąd.. że dawno dawno temu w wikingowej wiosce było na przykład pięciu Olów. A skoro jeden z nich był synem Sorena, drugi Larsa, trzeci Zdzicha..to dla odróżnnienia każdy z nich dostawał nazwisko np 'Syn Larsa' - czyli Larsen lub w przypadku Zdzicha..zapewne Zdzichsen... Dlatego też często pojawia się np. Lars Larsen albo Kristian Kristiansen - co chyba jest wyborem nie przemyslanym do końca przez rodziców..:) Dodatkowo wszyscy Duńczycy mają albo jeszcze jedno dodatkowe imię, albo dodatkowe nazwiska, albo dwa dodatkowe imiona i jeszcze dwa nazwiska..a co... i dlatego mamy też: Simon Valg Konsgaard Falkenberg Johansen... i to wcale nie jest żart... ale to chyba daltego, że skończyły się już pomysły na Larsy Larsensony Larsensonsensy..i trzeba się było jakoś odróżniać.. Jeszcze jedną ciekawostką jest to, że widząc tylko dane osobowe kogoś.. nie sposób odróżnić czy jest to kobieta czy mężczyzną.. bo na ten przykład typowe duńskie imiona żeńskie to : Gry, Pia albo Sif Jest tez kilka osób z Islandii..Ale w islandzkich rodzinach coś takiego jak nazwisko rodowe nie istnieje.. utrzymała się stara zasada: córka Ejnara - Ejnarsdóttir, syn Ejnara - Ejnarsson... tak że rodzeństwo czy małżeństwo a i tak mają różne nazwiska.. tak że nie ma nudno..oj nie ma ;)
no to siupa i buzi
wtorek, 21 kwietnia 2009
ze siatki
z cyklu mały dizajner czasem potrafi Chwilę przed świętami przeprowadziałam się do nowego mieszkania, odpuszczajac sobie zarazem coś na kształt duńskiej dulszczyzny...a może duńszczyzny.. No nieważne to..Mieszkanie moje nowe było jednak całkiem puste.. zaczęłam więc od lampy...( to już chyba tradycja jakaś).. Lampa była poprostu sznurkiem z żarówką..teraz już nie jest:) i żonkile też dostałam i łyżkę i widelec jako wyprawkę na nowe moje lokum..
czwartek, 09 kwietnia 2009
lego jest wszędzie
Lego to firma założona przez Ole Kirk Christiansena w latach 30 w Billund. Ole był stolarzem toteż na początku zajmował się produkcją zabawek z drewna. Nazwa LEGO pochodzi od duńskiego ' Leg godt' czyli play well. W latach 40 po raz pierwszy wyprodukowano klocki plastikowe i w latach 50 opatentowano sposób łączenia klocków. W latach 70 po raz pierwszy pojawiły się 'ludziki'lego lub też jak niektórzy pieszczotliwie je nazywaj 'chłopki'. Firma jest rodzinym interesem, który przechodzi z ojca na syna. Obecje interesem zarząca wnuczek Olego, Kjeld. Głównym rynkiem zbytu dla Lego( podobnie jak dla bardzo wielu innych duńskich fabyk i firm) sa Stany Zjednoczone. Dlatego też firma przeżywa podobno spory kryzys. ![]() ewolucja logo ![]() pierwsze ludziki lego ![]() no i lego jest wszędzie..
wtorek, 31 marca 2009
no to porozmawiajmy o pogodzie
bo to taki bezpieczny temat..Wiosna w Dunii pełną parą rozkręcona...ale wiosna w Denmarku nie wygląda jak wiosna dajmy na to w Tychach..Wiosna tutaj jest lekko nieprzewidywalna, wietrzna, wstrętna i brzydkawa...ale jak widać i poniżej bywa też słonecznie.. a tutaj moje małe wiosenne szaleństwo i wiosenne vagabondy za całe 25 koron ( 12 zł).. no i wiem, że skarpety obleśne ale nie o to tu chodzi ![]() i jest tak pięknie i coraz piękniej...aż za dosłownie pół godziny ..... ![]() robi się tak : ![]()
i tak potrafi 4 razy na dzień powiadają, że niepolecane dla meteopatów u mnie jedyną reakcją na taka pogode jest to, że zasypiam w pół minuty jestem meteopatą, meteopatką, metłopatką? |